Rafał Janczak - "Przepiękny Rajd Karkonoski zakończył się dla nas pierwszym od pięciu lat powrotem do domu już
po pierwszym dniu... Po optymistycznie nastrajającym odcinku testowym, który pozwolił nam zapomnieć
o czeskich przygodach sprzed 2 tygodni, złapaliśmy elegancki "feeling", ale już pod koniec OS1
spotkała nas niemiła niespodzianka bo C2-ka przestała reagować na gaz. Na szczęście było to na
zjeździe w dół, więc doturlaliśmy się do mety odcinka, za którą odkryliśmy pękniętą malutką,
plastikową rurkę - niestety, jedną z najważniejszych w aucie, bo doprowadzającą paliwo od pompy
do silnika. Praktycznie się poddaliśmy, czekając na serwis ale okazało się, że da się coś zrobić
z wkładu do długopisu, więc mocno spóźnieni ruszyliśmy na OS2, wpadając na PKC 6 minut po naszym
czasie. Dopiero 10 sekund przed zielonym światłem byliśmy gotowi do jazdy "trybem os-owym". Po paru
kilometrach przekonaliśmy się że na takich odcinkach jak Karpniki, nie można pozwolić sobie
na najmniejszą dekoncentrację, a taka się nam przytrafiła w momencie, gdy znów poczuliśmy zapach
paliwa, co prawdopodobnie oznaczało że nasza "prowizorka" przestaje działać i że zaraz staniemy.

Foto: Maciej Niechwiadowicz
Jednak zanim to nastąpiło przyciąłem zakręt z bardzo podchwytliwym murkiem, od którego naszego
MAX-a odbiło i po uderzeniu w solidnš donicę tyłem Citroena otwarliśmy sobie bramę po przeciwnej
stronie drogi i tak wykonaliśmy perfekcyjne parkowanie. Mimo tak gwałtownego "manewru" właściciel
posesji okazał się bardzo wyrozumiały i pomógł nam nieco się "ogarnąć", przez cały czas dbając
o nasze dobre samopoczucie. Z tego miejsca jeszcze raz dziękujemy Panu X.Y! Na drugim przejeździe
tego odcinka zauważyliśmy, że "nasz" murek ma ogromny dar przyciągania i o ile czołówka tylko
odbijała się od niego szczęśliwie jadąc dalej to naszemu przyjacielowi z klasy N3, Piotrkowi
Krotoszyńskiemu już to się nie udało, i tylko dzięki naszemu wcześniejszemu "sprzątnięciu donicy"
konsekwencje ich błędu nie były tak dotkliwe. My mamy nadzieję, że limit przygód na sezon 2011
już wykorzystaliśmy i nie dotrzymaliśmy obietnicy złożonej naszym mechanikom, że po tym rajdzie
odpoczną. Dlatego przepraszamy Wieśku, Pawle, Bartku, Marcinie i Arku - równocześnie dziękując
za to co do tej pory zrobiliście. Przed Rajdem Rzeszowskim planujemy start w łaskawej dla nas
w zeszłym roku Bohemii, jakkolwiek tradycyjnie bez Tomka, któremu ten rajd koliduje z pierwszymi
urodzinami synka.